Aktualności

Długie komentarze= długie rozdziały!!! Zapraszamy do zakładki ''nasza twórczość'' jeżeli macie ochotę poczytać inne nasze opowiadanie.

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 5

- Kochanie! Prędzej czy później i tak będziesz musiała wyjść z tej łazienki!- Krzyknął Zayn, który o dziwo wcale nie był wściekły. Nie był nawet zły, przypominał bardziej rozbawionego.  Nie wiem dlaczego nie chciałam wyjść z tego pomieszczenia.  Wydaje mi się że chyba się uparłam. Tak. To racjonalne wyjaśnienie. A więc teraz siedzę w pustej wannie od około pół godziny, i słucham lamentów Zayna, który zapewniał, że jeśli w ciągu minuty nie otworzę drzwi to  mi w tym pomoże, w co i tak nie wierzę, bo jaki głupi wyważył by drzwi od WŁASNEJ łazienki?! Przemyłam twarz lodowatą wodą, aby chodź trochę rozładować napięcie, które buzowało w moim organizmie od dłuższego czasu. Możliwe, że gdyby nie Zayn to już dawno wyszłabym z tej łazienki. Gdyby nie stał pod tymi drzwiami i nie krzyczał, tylko grzecznie siedział w salonie, to już dawno siedziała bym obok niego. Może nie dosłownie, bo wybrałabym najbardziej oddalone miejsce, jednak on musiał tu przyjść i dobijać się intensywnie do niczego nie winnych drzwi. Po dłuższym zastanowieniu, zrozumiałam że Zayn jest zdolny do wszystkiego. Przecież włamał  się dziś do mojego mieszkania, więc jaki miałby problem z łazienką? 
-Z.. Zayn. - Powiedziałam drżącym głosem przypierając policzek do drzwi.- u.. uspokój się.. 
- Jak mam się kurwa uspokoić, kiedy ty od ponad pół godziny siedzisz w tej zasranej łazience. Masz pięć zajebanych sekund na wyjście.
- Zayn.. - Wyjęczałam.
- Raz. - Próbowałam się uspokoić. On rzeczywiście nie żartuje. Moje myśli przerwał dźwięk kolejnej liczby wypływającej z jego ust.
- CZTERY! -Krzyknął głośno, co wcale nie pomagało mi się uspokoić, wiedziałam jednak że jeżeli w przeciągu sekundy nie wyjdę z pomieszczenia może skończyć się to dużo gorzej niż tylko wyważonymi drzwiami. Pozbierałam resztki pewności siebie i szybkim ruchem otworzyłam drzwi z łazienki, potykając się przy tym o własne nogi i wpadając w NAGI tors Zayna. Chłopak najwyraźniej nie spodziewał się takiego obrotu spraw, bo razem ze mną upadł na ziemię. Ja na nim, on pode mną, ku ścisłości. Moje zaskoczenie nie mogło trwać długo, ponieważ ( nie zważając na głupawy uśmieszek Zayna, który nie przejmował się w ogóle uderzeniem, tylko bardziej tym, że siedzę na nim okrakiem) zauważyłam że z jego prawego biodra sączy się strużka krwi, która powstała, jak się domyślam od uderzenia o kant szafy. Od razu napadło mnie poczucie winy. Nigdy nie przepadałam za krwią, a jeśli była ona spowodowana moim działaniem to w ogóle.. masakra.
- Jeny! Zayn przepraszam! Naprawdę! Zaraz to opatrzę, czekaj!- Słowa wychodziły z moich ust szybko, zanim jeszcze zdążyłam przemyśleć, i ważniejsze skojarzyć co powiedziałam. Nie zdziwiło mnie nawet, kiedy chłopak zaczął się śmiać. Ta sytuacja była nawet trochę  trochę zabwna, i może i ja bym zachichotała , gdyby nie to, że przed oczami nadal widziałam tę jego nieszczęsną ranę.
- Puść mnie Zayn! - Próbowałam się wyrwać po nieudanej próbie wstania, ale szatyn nie dawał za wygraną i mocno przytrzymywał moje biodra.  Poruszyłam się niespokojnie, co wywołał niespodziewany jęk chłopaka. Przez chwilę nie rozumiałam, dlaczego z jego ust wydostał się ten dźwięk, ale po chwili skojarzyłam fakty. Siedzę na MĘŻCZYŹNIE, OKRAKIEM, dotykając tyłkiem jego męskości. Momentalnie spuściłam wzrok, a moją twarz oblała fala gorąca. Po krótkiej chwili, która wydawała się wiecznością, postanowiłam wykorzystać jego słabość.. no.. ogólnie słabość mężczyzn. Poruszyłam się jeszcze raz, tym razem kładąc większy nacisk TAM i otrzymałam zamierzony efekt. Cichy jęk chłopaka, spowodował że poczułam się tak.. nie wiem jak to nazwać. Po prostu wiedziałam że mam nad nim pełną kontrolę. Zdjęłam jego ręce z mojego ciała i poruszając się jeszcze raz, wstałam z niego i pobiegłam w głąb mieszkania, nie będąc pewna gdzie dokładnie zmierzam, byle daleko od niego. Wbiegłam, jak mi się wydawało, do sypialni. Zapalając światło usłyszałam  za sobą kroki, a chwilę po tym zostałam objęta od tyłu i mocno przyciśnięta to torsu.. wiadomo kogo. Nikt inny nie znajdował się w tym mieszkaniu, co sprawiało że bałam się jeszcze bardziej, ale kiedy pomyśle, że mógł by tu być jeden z przyjaciół Zayna.. cieszę się że jesteśmy sami. Bo gdyby była tu zgraja takich jak on.. nawet nie chce o tym myśleć.
- Gdzie uciekasz, kochanie? Chyba jeszcze nie skończyliśmy.. - Czułam rosnące we mnie zażenowanie. Musiałam szybko coś wymyślić, aby tylko odciągnąć myśli chłopaka od spraw seksualnych, (ładnie mówiąc) co będzie wyjątkowo trudne, ponieważ zdążyłam już się przekonać że jego umysł krąży praktycznie tylko wokół tego tematu. 
- Z.. Zayn.. Trzeba opatrzyć ci ranę.. - Wyszeptałam, nie wiadomo czemu, bo przecież chciałam aby mój głos brzmiał pewnie.
- Już  nie boli. W życiu obrywałem dużo mocniej, kochanie.-  Powiedział obracając mnie w swoją stronę i tandetnie do mnie mrugając.
- Ah tak? - Tym razem mój głos zabrzmiał pewniej, niż chwile temu. Uwalniając jedną rękę, przycisnęłam ją do rany, przyznam, dosyć mocno, na co chłopak syknął z bólu. Zaśmiałam się z miną zwycięzcy i popatrzyłam mu w oczy.- No? To masz tą apteczkę? - Spytałam nie spuszczając wzroku z jego tęczówek, bowiem miały one coś w sobie. Coś, co pozwoliło mi się w nich doszczętnie utopić i przestać myśleć racjonalnie. Na dźwięk głosu chłopaka od razu oprzytomniałam i spuściłam wzrok.
- Łazienka. - Odpowiedział, jednak po chwili zastanowienia dodał.- Ale może lepiej będzie jeżeli pójdę tam z tobą, bo nigdy nie wiadomo co ci strzeli do głowy. - Wywróciłam oczami, korzystając z tego, że Zayn nie mógł tego zauważyć i ponownie podniosłam wzrok. Powstrzymując słowa, które z pewnością nie poprawiłyby mojej sytuacji zacisnęłam mocno ręce i poczłapałam do łazienki. Idąc przodem, czułam jak wzrok Zayna wypala dziury na moich plecach, a raczej w dole moich pleców.  Dochodząc wreszcie do celu, poczułam wielką ulgę i odwracając się  w stronę chłopaka, otworzyłam mu drzwi przed nosem i uśmiechnęłam się sztucznie.
- Proszę, niedowiarku. - Palnęłam i widząc jak chłopak z wielkim uśmiechem wchodzi do pomieszczenia, przewróciłam oczami. Tak. Dziś z pewnością pobiłam jakiś rekord. Nie wiem czy to normalne, bo chyba nie często spotyka się osobę, która przewraca oczami co 5 minut? Moje myśli zaprzątnęła teraz jedna, ciekawa myśl, a konkretnie uśmiech. Ten uśmiech, który przed chwilą posłał mi Zayn. On.. nie był taki.. Zaynowski. Wydawał mi się szczery, przyjazny, i.. nawet nie chciało mi się wymiotować na jego widok. Przez chwile nawet pomyślałam, że ten wyraz twarzy odzwierciedla prawdziwe  ja chłopaka, ale zaraz skarciłam się w myśli, bo przecież poznałam już jego naturę, tak mi się przynajmniej wydawało. Myślę  że jednak  słusznie, bo każdy chłopak chce zrobić dobre wrażenie na dziewczynie, chce być sobą, aby od początku wiedziała w co się wplątuję. I tak właśnie zrobił Zayn. Pokazał jaki jest naprawdę, czyli sceptycznym, bezuczuciowym flirciarzem, który myśli tylko o jednym i ma śliczne włosy okropny charakter. Weszłam za nim do pomieszczenia i otwierając wskazaną półkę wyciągnęłam z niej apteczkę. Umyłam ręce i kazałam Zaynowi usiąść na zamkniętej tualecie. Wyjęłam z pudełeczka waciki, i pryskając je jakimś sprejem oczyszczającym przyłożyłam do rany.  Aby mieć lepszy dostęp do skaleczonego miejsca przyklęknęłam przy nim i dalej oczyszczałam poranionę miejsce. Kiedy było już po wszystkim, sięgnęłam z powrotem do apteczki, i wyciągając z niej plaster, przykleiłam do rany.  Słysząc chichot Zayna i jakieś mruknięcie,  które z pewnością już od niego słyszałam, podniosłam wzrok obrzucając go pytającym spojrzeniem.
- Wiesz.. słonko.. Masz twarz na wysokości.. - I tu przerwał, bo wiedział, że nie musiał kończyć. Może nieco zbyt szybko wstałam z miejsca, co wywołało u niego kolejną dawkę śmiechu, a ja wydałam z siebie tylko pełne poirytowania, ciche westchnięcie i odkładając apteczkę na swoje miejsce, wyszłam z pomieszczenia, nie odzywając się przy tym ani słowem. Nie bardzo wiedząc gdzie się podziać, przysiadłam na kanapie, znajdującej się w salonie, i podsuwając nogi pod samą pierś patrzyłam tępo przed siebie. Tak przynajmniej mogłaby mnie widzieć osoba z boku. W mojej głowie szalał huragan myśli, których za nic nie mogłam uspokoić. Bo kto by umiał? Kto normalny potrafiłby nie przejmować się całą tą sytuacją, i wszystkimi zdarzeniami, które  się dziś przytrafiły?! No właśnie. Nikt.
- Nie powinnaś zostawiać rannego człowieka samego, na pastwę losu.. - Powiedział Zayn, który nie wiadomo kiedy zmaterializował się obok mnie.
- W łazience.. - Dokończyłam. Widać było że chce trochę poluzować atmosferę, która z pewnością była napięta, ale ja nie miałam na to ochoty. Bo kto by miał? Przecież jakby poważnie pomyśleć, to zostałam porwana. No wiec kto normalny miałby ochotę na randkowanie z porywaczem? Nikt. Taka prawda. Przy zdrowym, racjonalnym myśleniu trzymało mnie tylko to, że jutro wracam do domu. Do mojego śmierdzącego, małego mieszkanka, w którym w gruncie rzeczy, wole przebywać bardziej niż tu.
- Wiesz.. tak sobie pomyślałem.. - Zrobił krótką przerwę, a przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny prąd. - że może mogłabyś zostać u mnie na dłużej.. jestem bardzo samotny.. - Gdyby te słowa wypłynęły  innych ust, to z pewnością przystałabym na propozycję, która jak mniemam wcale propozycją nie była. Było to raczej stwierdzenie, które miało tylko zabrzmieć niewinnie.
- NIE! -Krzyknęłam z wyraźnym strachem w głosie.- Yyy.. Znaczy.. Jutro jest przecież szkoła.. - Dodałam niepewnie.
- Kochanie, wczoraj był czwartek. - Zayn uśmiechnął się do mnie, a ja zrobiłam niepewną minę.
- I co z tego? - Spytałam z wyraźną drwiną w głosie. 
- To znaczy, że dzisiaj jest piątek. 
- I... - Nie rozumiałam tej konwersacji. 
- I.. jutro zaczyna się weekend, angel. - Dopiero teraz zrozumiałam, i natychmiast oblałam się rumieńcem. Zachowałam się co najmniej jak głupia blondynka. Bo skoro wczoraj był czwartek, to znaczy że dziś piątek, ostatni dzień szkoły, przed weekendem. 
- No tak.. ale.. ja.. - Usiłowałam wymyślić szybko jakąś wymówkę, jednak wiedziałam że czego nie powiem, i tak będę musiała zostać, ale zawszę można spróbować, prawda? - Nie mam ubrań. Przykro mi.. - Wymamrotałam.
- To nie problem. Świetnie wyglądasz w moich. - Podniosłam wzrok, który wyrażał irytację, złość i przede wszyskim porażkę, wlepiając go w roześmianą twarz szatyna. 
- Ja nie mam wyjścia, prawda? - Spytałam, aby przekonać samą siebie, i nie ciągnąć dalej tych wywodów.
- Nie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Cześć kochani! Przepraszam za zwłokę, ale jak wiadomo, każdy
ma życie osobiste, poza tym chciałam aby rozdział był nieco dłuższy, więc spędziłam nad nim więcej czasu.  Wiem, że dla osoby która nie pisała jeszcze żadnego opowiadania, wyda się, że taki rozdział można napisać w kilka minut, i że nie jest jakoś wyjątkowo długi, ale tak naprawdę, to (przynajmniej ja) pisałam go ok. 3 godzin, wiec proszę, niech każda osoba, która to przeczyta, zostawi po sobie komentarz, bo to naprawdę wielka motywacja. Następny rozdział pojawi się.. hymm.. z pewnością jak go napiszę, ale nastąpi to szybciej, jeśli przybędzie 2 obserwatorów. Miłego czytania.
 CZYTASZ+ KOMENTARZ= MOTYWACJA DO DALSZEGO PISANIA!!!

14 komentarzy:

  1. Świetny :) Zdaję sobie sprawę z tego ile się pisze jeden rozdział. Choć nie piszę opowiadania, a imaginy to zajmuje to tyle samo czasu. Dlatego wiem, że nie zawsze ma się czas na napisanie i dodanie :) Już nie mogę się doczekać kolejnego ^^
    just-you-and-one-direction.blogspot.com
    Agan :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Po prostu pamiętam że kiedy jeszcze nic nie pisałam to nie zdawałam sobie sprawy jak długo można pisać taki rozdział :)) Przeczytałam kilka twoich imaginów i są naprawdę dobre.

      Usuń
  2. Świetne opowiadanie! Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Powodzenia w pisaniu ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam na Help me get my feet back one the ground

    Kiedy Niall i Louis wracali z imprezy, rozpętała się wielka burza. Chwila nieuwagi i oślepiające światła samochodu jadącego z przeciwka spowodowały, że Lou nie zauważył dziewczyny idącej poboczem. Potrącił ją. Okazało się, że Jade straciła władzę w nogach. Kariera zespołu stanęła pod znakiem zapytania. To wydarzenie nie mogło ujrzeć światła dziennego. Chłopcy zapłacili za milczenie. Ojciec dziewczyny z powodu trudnej sytuacji rodzinnej zgodził się zataić wypadek. To pozwoliło uwolnić im się od długów, a Lou i Niall uniknęli rozgłosu związanego z tym wydarzeniem. Po pół roku Niall wciąż nie może zapomnieć o tym co się stało. Postanawia zobaczyć się z dziewczyną która ich znienawidziła. Irlandczyk zakłada się z Louisem, że wciągu następnych sześciu miesięcy zdoła zyskać zaufanie Jade.

    http://help-me-if-you-can-niall.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się przekonałam ile spam daje przykrości..

      Usuń
  4. Boski rozdział. Czekam na kolejny ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się to opowiadanie. Czekam na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszesz cudownie kochana i rób to dalej i nie rezygnuj z czegoś co sprawia Ci przyjemność :)
    Xx Andzia

    OdpowiedzUsuń
  7. Super czekam na next <3 obyś szybko dodała bo nie moge się doczekać co będzie dalej

    OdpowiedzUsuń
  8. boże super piszesz <3 czytam twoje obydwa blogi i są świetne <3 <3 czekam na nx <3 \Emm

    OdpowiedzUsuń
  9. jesteś cudowna :3 świetny rozdział <3 czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam bloga ( http://one-way-or-anither-one-direction.blogspot.com/ ) i cię rozumiem. Poza tym... jak zawsze z resztą, było cudowne. Ta cała sytuacja na podłodze była dosłownie obłędna!!! ♥

    OdpowiedzUsuń